Przeprowadzka!!! Przeprowadzka!!! Przeprowadzka!!! Zapraszam na nową stronę: FORelements.pl Nowe wpisy ukazują się już tylko tam, a jednocześnie trwa przenoszenie postów z tego adresu. Do zobaczenia na FORelements.pl --- See You on my new site: FORelements.pl !!!
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
O autorze
KONTAKT: forelementsblox@gazeta.pl Instagram FORelements JEST AMBASADOREM ŁÓDŹ DESIGN FESTIVAL Wkreceniwdom.pl Katalog-blogow.pl PustaMiska - akcja charytatywna
sobota, 25 lutego 2012

Podkład muzyczny: Afric Simone - "Ramaya"

 

Od razu ustalmy – ramy wychodzą z ram. Śmieją się z konserwatystów, szukających dębowych brązowych ram, bo ich zdaniem takie przecież są odpowiednie. Teraz, ramy w połączeniu ze zdjęciami, reprodukcjami, akwarelami lub czymkolwiek, mogą same stanowić dominującą, bardziej widoczną część kompozycji.  Zresztą, już w 1975 roku Afric Simone śpiewał proroczo, a pół świata razem z nim, „Ramaya”, czy - jeśli ktoś woli po polsku – RAMA-JA!

No właśnie, rama JA! Po pierwsze, rama jako autonomiczny, bardzo widoczny element aranżacji wnętrza (JA, rama, jestem tu najważniejsza). Po drugie, rama jako samodzielnie wykonane dzieło, osobiste DIY (Do-it-yourself), które przez długie lata wszem i wobec będzie informować, kto tu mieszka i jak bardzo lubi niepowtarzalne wnętrza (JA, mieszkanka tego lokum, ramę tę wykonałam). Po trzecie, rama ze sklepu, ale za to jaka! (JA tę ramę wyszpiegowałam, wybrałam, kupiłam.)

Aranżując ścianę, na której mają zawisnąć fotografie czy inne obrazy, należy zdecydować, co chcemy pokazać. Co jest tu najważniejsze. Na co chcemy patrzeć każdego dnia. Ile miejsca mamy do dyspozycji i czy nasza instalacja nie zginie w natłoku otaczających ją mebli lub porozstawianych w pobliżu dupereli. Mam tu dla Was przykłady: rama będąca królową ściany; ramy grające w zespole, blisko siebie; antyrama doskonale eksponująca bardzo oryginalne zdjęcie. Ale po kolei.

Omawiając ramę dominującą, ramę-królową, przejdźmy płynnie do punktu drugiego, czyli DIY. Ramę, którą tu widzicie, zaprojektowałam i zrobiłam sama, bo żadna inna nie wydała mi się odpowiednia. Zdjęcie Fridy Kahlo dostałam od rodziców, bo wcześniej uznałam, że moje mieszkanie będzie w stylu meksykańskim, to właśnie kocham, koniec kropka. Odpowiednia rama była więc niezbędna, a ponadto zdjęcie musiało być wyeksponowane. Po bezowocnych poszukiwaniach trwających miesiące uznałam, że mam to wszystko gdzieś, sama coś wymyślę i wzięłam się do roboty. Z pobliskiej budowy zabrałam europaletę, którą porzucono na stercie śmieci. Wybrałam najładniej spięty zszywkami stolarskimi fragment. Wypiłowałam go z całości (warsztat miałam na środku pokoju), oszlifowałam papierem ściernym o średniej gradacji, ale lekko, tylko by wygładzić drzazgi przy zachowaniu surowości drewna (tu pracowałam na balkonie). Pociągnęłam wszystko czerwoną bejcą z lakierem (dostępna na przykład w Ikei) i pozostawiłam do suszenia. W tym czasie zajęłam się wypiłowywaniem półeczek do ramy. Uznałam bowiem, że skoro Meksyk, to i kaktusy. Półeczki też potraktowałam papierem ściernym i bejco-lakierem, przybiłam do ramy, postawiłam na nich maleńkie kaktusiki (dostępne w każdej kwiaciarni lub markecie ogrodniczym, a nawet w Ikei). I voilà! A raczej ¡por favor!, w końcu Meksyk, nie? Z biegiem czasu, kaktusy jednak zastąpiłam bibułkowymi bukiecikami z odpustu, bo rośliny nie miały na wybranej ścianie wystarczająco dużo światła.

 

Frida w europalecie

Orajt, okej – ramy zespołowe. Tu DIY polegało raczej na wypracowaniu koncepcji ;) Bardzo kolorowe zdjęcia (Tybetanek w odświętnych strojach) kilka ładnych lat temu wycięła z gazety moja genialna mama i zachowała na potem. I miała rację, bo do meksykańskiego mieszkania pasowały jak ulał. Ramki – każdą w innymi kolorze – kupiłam w Ikei. I teraz najtrudniejsze zadanie- jak dobrać zdjęcie do ramki. Spójrz na zdjęcie. Jaki kolor najbardziej wpadł Ci w oko? Kieruj się pierwszym wrażeniem i pod tym kątem dobierz ramkę. Ta metoda zawsze działa. Zawsze. Grupowe ustawienie ramek może „zrobić” całą ścianę, ale też broni się w pobliżu mebli. Zasada? Tu ma się dziać i się dzieje. Zespół potrzebuje widowni!

 

Tybetanki

No i na koniec – antyrama! Duża, swobodna, bez ograniczeń eksponująca zdjęcie. Antyramę kupić nietrudno, nieco więcej zachodu wymagało samo zdjęcie. A ponieważ w tym wypadku rama i zdjęcie to właściwie jedność, zdradzę, skąd je mam. To zdjęcie zrobione aktorce jakiegoś filmu w telewizji. Odpowiednio wykadrowane, a potem bardzo, bardzo powiększone, aż do pojawienia się pikseli. Normalnie, w punkcie Kodaka czy jakimś innym podobnym. Efekt – niesamowity! Tu była potrzebna już tylko antyrama (kupiłam od razu w fotopunkcie) i zdjęcie, podobnie jak Frida, przez jakiś czas dominowało ścianę, a każdy gość pytał, gdzie można to kupić. Wspaniałe uczucie!!! ;)))

Scena ze szwedzkiego filmu

Ergo: aranżując ścianę z fotografiami lub obrazkami, nie bójcie się! Użyjcie wyobraźni. Idźcie za instynktem. W zasadzie, ważniejsza jest ich oprawa, niż samo miejsce ekspozycji; przecież z góry zakładamy, że zostanie wybrane tak, by fotografia była widoczna i dobrze oświetlona. Zachowajmy jedynie podstawowe zasady ergonomii – ozdoby ścienne mają nie przeszkadzać w normalnym życiu, nie blokować drzwi lub okien, nie wisieć tak, że zahaczamy o nie ręką lub głową. Poza tym – droga wolna. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze!

Ukłony, D.

P.S. Wybaczcie błędy debiutantek, już niebawem zalśnimy pełnym blaskiem!

czwartek, 23 lutego 2012

Podkład muzyczny: The B-52's - "Good Stuff"

To ma być blog dla osób doceniających piękne przedmioty, chcących zmienić - nie zawsze dużymi środkami - wystrój swoich mieszkań lub chcących na chwilę oderwać się od otaczającej nas szarej rzeczywistości.

Na co dzień naszym żywiołem jest słowo, a nie przedmiot, jednak na spacery wybieramy się nie do parku, a do marketu budowlanego, przekopujemy się przez tony magazynów wnętrzarskich, śledzimy międzynarodowe blogi, tapetujemy stoły, konstruujemy z lepszym lub gorszym wynikiem meble i elementy dekoracyjne. Na koncie D. są też pierwsze publikacje w prasie branżowej.

Każda z nas ma odmienny gust, jeśli chodzi o wymarzony dom. D. to ogień i kolor - chciałaby zapadać się po kostki w miękkich dywanach, odpoczywać na złoconym szezlongu, a kuchnię mieć prosto z Meksyku. K. preferuje neutralne kolory i materiały, szarości, beże, bielone dechy na podłodze mieszkania, które pewnego dnia zakupi w Sztokholmie.

 Nasz blog ma równoważyć te przeciwstawne żywioły i pokazywać piękno przedmiotów użytkowych. Po prostu – FOR elements.